Historie nie do konca zmyslone Emi 21 11 V Patrzylam ze wzgorza na miasto. Nie lubilam nocowac w ludzkich osadach, ale teraz za wszelka cene chcialam sie choc na chwile wysuszyc. I jaks cieply posilek. Zycie na krawedzi uczy cieszyc sie z takich tylko pozornie nic nie znaczacych szczegolow. Wiatr szarpie plaszczem, jak zaglem, nurkuje we wlosach. Polplynne powietrze nie wiadomo kiedy przechodzi w rowna, jak stol powierzchnie pobliskiej sadzawki. Zagrzmialo, jakby ktos ciezkim wozem przejechal po niebianskich wybojach. Ksiezyc dzielnie walczy z chmurami lecz nie on bedzie tej nocy panem przestworzy. W blasku gromow zjechalam ku miastu. - Twe imie?! Postac na koniu nawet nie drgnela. - Gluchy?! Odpowiadac, kiedy pytam! Elfka wolno podniosla glowe jednoczesnie odrzucajac kaptur na plecy. Straznik przygladal sie przez chwile teczowemu spojrzeniu, twarzy bez wyrazu i wlosom pozlepianym wszechobecna woda. Otrzasnal sie - przepuscic, a ty sie pospiesz. Alez parszywa pogoda. Ze tez zawsze nas w taka postawia. Przez chwile echo nioslo stuk kopyt po bruku, po czym zginal w jednostajnym, cichym szumie. Enpi