,,Ciemnosc. Jestem sam. Maly kamyczek posrod wielkiego morza skal. Niechciany, nie lubiany, bez celu. Zycie to wielka jednostajna tulaczka. Spotykam na swej drodze odlamki, kawałki wiekszych skal. W nich Pustka, ciemnosc. Znow jestem sam. Dusz ma bladzi po wnetrzu mego Pustka, ciemnosc. Znow jestem sam. Dusz ma bladzi po wnetrzu mego Pustego kamienistego ciala. Wewnatrz mnie jest ciemno ... " Kiedys bylem bardzo zly zabijalem dla przyjemnosci, slabszych, bezbronnych, mniejszych. Dla lupow i tego czegos, nie umiem tego nazwac, przyjemnosc, sposob na wyzycie sie, zemsta ale za co? Sam nie wiem po prostu zabijalem i cieszylo mnie to bardzo. Nie mialem przyjaciol, moze dlatego. Jako dziecko nie bylem za bardzo lubiany. Zawsze sam, sam jak palec. Rodzice sio nie interesowali tym co robio. Sam zdany na siebie... Ale pewnego dnia gdy zaczailem sie na kolejna ofiare, było to gdzies w okolicach Novigradu schowalem sie przy drodze... i czekam...moim oczom ukazuje sie jakis mlody i wygladajacy na niedoswiadczonego elf. Wychodze na droge i powoli wyjmuje moj berdysz. Elf : Nie wiesz jak do Novigradu dojsc? Ja : Wiem, a co? Elf : Bo do banku cos zaniesc musze. Moglbys mi droge wskazac? Swietnie mysle zarobie kilka monet. Ja : Oczywiscie, zaprowadze cie do banku a potem pokaze ci miasto. Chodz za mna. Zaprowadzilem go do banku on tam jakas sprawe zalatwil i poszlismy w miasto. Weszlismy w ciemna uliczke. Dobylem berdysza. Elf : Co chcesz zro... Nie dokonczyl ostrze poteznego topora zaglebilo sie w jego rece, upadl na ziemie. Spokojnie podeszlem wiedzac ze lup pewny juz mam, lecz cos w tej chwili zamigotalo, zrobilo sie ciemno. Nic nie widze... jeden blask na horyzoncie, male swiatlo... zbliza sie... jest coraz blizej... Slysze glos, ktory mowi ze musze zmienic me postepowanie. Widze teraz postac, to...to...to Sigmar. Padam na kolana, zaczynam przeprasza. Lecz nie boje sie, wydaje mi sie jak bym Go znal od zawsze. Podnosi reke kladzie na mej glowie. Cieplo i milosc bije od Niego. Lzy powoli splywaja z mych policzkow, nawet nie wiem kiedy zaczalem plakac. Nic nie mowi. Ja jednak slysze. ,,Zle twe czyny byly, zle jak Chaos. Ja jednak ci wybaczam i powoluje cie do czynienia dobra, swe winy odkupic musisz zanim ten swiat opuscisz. Slugi Chaosu tepic bedziesz z sil swych calych. Dzialac w Me imie bedziesz jesli Marszalek Zakonu Mego uwazać cie bedzie za godnego. Jesli sie nie zgadzasz nic ci sie nie stanie. Twoj wybor, ma byc i z serca plynac a nie ze Mego przymuszenia. Teraz odpowiedz mi. Czy chcesz swe zycie na dobre zmienić i sluzbie Mi poswiecic? " Mysli mi sto przez glowe przeszlo, jednak zrozumialem...musze byc dobry, uczciwy, pomagac slabszy. Tak wlasnie, to moje przeznaczeni. -Tak-odpowiedzialem. Jasnosc znikla, przetarlem me oczy i wszystko bylo jak wczesniej. Na ziemi lezal wykrwawiajacy sie elf. Odrzucilem topor i wziolem Go na rece. Popedzilem do portu gdyz szpital najblizszy byl mi znany w miescie Nuln. W szpitalu go zostawilem i kuracje oplacilem. Ruszylem na zachod bom wiedzial ze tam Zakon Sigmar Szlachetnego sie miesci a sluch mnie doszly ze jak niejedno wdzialem to szansa jest bym na Brata Sluzebnego przyjety zostal. Wiec pisze to podanie z nadziejs, ze sa ludzie ktorzy mi pomoc by chcieli i szanse dali bym swe winy odkupic mogl walczac po stronie dobra slugi Chaosu tepiac. Wiem tez ze nieliczni zaszczytu dostapia i do Zakonu przyjeci zostana. Ja dobrym i tak już bedę i na CHWALE Sigmarowi walczyc a zlych czynow juz nigdy nie popelnie. Ja Dewar Bortimer z klanu Dragn prosze o przyjecie mnie do Zakonu bym winy swe odkupic mogl. ,,Istnieje ktos wielki i wszechpotezny Ktos kto kiedys byl jednym z nas Jest madry, lagodny i takze mezny Nazwano go Sigmarem wsrod nas Zycie burzliwe i dziwne mial Za mlodu juz wielkich rzeczy dokonal Zniszczyl imperium Lorda Chaosa Naznaczyl nas ludzi laskami niebiosa Wstapil do grona Bogow wszechmocnych I zeslal nam swych slugow pomocnych Walczmy dla niego, zyjmy dla niego Sigmara Mlotodzierzcy Boga naszego " z powazaniem Dewar Bortimer z klanu Dragn, krasnolud Napisano: Sr, 30 XII 1998, 12:04:36