Zywot moj rozpaczal sie w gorach gdzie to ojciec moj wraz z kuzynami i bratem zloto wydobywali Tam zycie lekkie i dostatnie bylo a i nudne zarazem,nude wiec zabijalem uczac sie jak toporem dobrze machacc~l W noc czarna na dom nasz napadli szczuroludzie-skavenami zwani. Zerwani ze snu , obudziwszy sie straszne rzeczy ogladac nam przyszlo.Gospodarstwo plonelo ,wokol ogien i smierc. Ojciec moj w trosce o me zycie rozkazal kuzynowi swemu w bezpieczne miesjsce mnie wywiezc.Prostety me na nic sie nie zdaly a i ogluszony zostalem bym oporu nie stawial. Przez mgle zasnuwajaca me oczy po raz ostatni ojcxa dojrzalem jak do boju ruszal. Gdym ockanl sie w wiosce nieznanej zaraz do gor na powrot ruszylem memu opiekunowi zawczasu sie wymykajac. Gdy na miejsce dotarlem ,straszny widok ujrzalem .Zgliszcza , ciala mych bliskich zabitych w bestialski sposob. Pochowalem ma martwa rodzine i wtedy to zemste na slugach chaosu wykonac przyrzeklem. Nazwisko swe porzuciwszy dopoki ostrze ma reka dzierzone krwi pomiotow chaosu nie posmakuje. Zrozpaczonym ruszylem w droge i do miasta zawitac mi przyszlo.. Wciaz o zescie myslac , gniew ostatkiem sil tl~l tlumiac ulicami szedlem.Wt~l Sam nie wiem jak to sie stalo czy kierowany jakas sila ale do swiatyni Sigmara trafilem.Tam urne ujrzalem z ktorej to bron Sigmarowi poswiecona mozna wziasc bylo. Gdym topor w reku zwazyl , usmiech po raz pierwszy od tak wielu dni ~l na ustach moich zawital. Oto mam narzedzie zemsty przez boga poswiecone pomyslalem tedy. Opusciwszy swiatyni bezpieczne progi na plec ruszylem.Wtedy to zobaczylem mordercow ojca mego po ulicy wedrujacych i mieszkancow mordujacych Ogarniety checia zemsty z toporem dopiero co z urny wzietym rzucilem sie na nich. Jako ze przewage liczebna mieli a i lepszymi wtedy wojownikami byli szybko do obrony zepchniety zostalem . Lecz wtedy z pomoca przyszedl mi krasnolud , ktorego biodra pas zdobil wspanialy. Wspolnie zesmy zesmy pomiot chaosu pokonali A i dowiedziec sie mi wtedy przyszlo iz maz ten glowa klanu krasnoludzkiego jest. Ruszylem wiec w gory i do poteznych kopaln dotarlem Tam widzac ten ogrom i potege do krasnoludow mahakamu dolaczyc postanowilem.Wtedy to tez,gdym przyjety zostal nazwisko swe odzyskalem. Nie raz tez przyszlo mi pomagac mieszkanca i wsi i miast przez chaos tepionym a i dlug swoj wobec swietyni zaciagniety splacilem kaplanowi w potrzebie pomagajac. Dowiedzialem sie takze , ze po drogach wedruja wojownicy Straznikami Krain zwani , porzadku i prawa pilnujacy. Wiec i do nich sie zaciagnalem by moc znow chaos tepic juz jako prawa stroz. Jednakze nie zapomnialem nigdy o Sigmarze , ktory w lasce swej pozwolil zemsty mej dokonac. Tedy prosze o przyjecie mnie w szeregi slug jego , bym ku chwale i czci jego dobro szerzyc mogl i zlo niszczyc. Bym mogl mu sluzyc i chaosowi sie przeciwstawic , gdyz ten coraz bardziej ziemie nasze swymi mackami oplata a i sludzy jego coraz bardziej na imperialnych ziemiach bezpieczni sie czuja. Licze tedy , ze prosba ma spelniona zostanie bym stal ma mogl Sigmarowi poswiecic a i reka maja mogl Mlotodzierzca przeciw zlu prowadzic. Khar Raoth z klanu Yn'snaeth , Strazniik Krain. Napisano: Sr, 25 XI 1998, 00:50:29