Nazywam sie Badger Cerbindhu i jestem potomkiem Nilsa pirata ze Skellige. Moj ojciec nie raz stawal razem w ramie z oslawionym jarlem Crachem an Craite. Wiem ze byl on dzielnym wojownikiem, ale wiem to tylko z opowiesci mojej matki. Niestety nigdy nie bylo mi dane go poznac. Byl on jednym z tych, ktorzy do konca bronili Darii. Byl on jednym z tych ktorzy nigdy nie zeszli z Darii. Zawsze chcialem go poznac..... Moja Matka pograzona w zalu wyjechala z Ard Skellig. Straciala meza, nie chciala stracic tez syna. Pieniadze ktore dostalismy jako rekompensate za smierc ojca byly w krainie Imperium wielka fortuna. Zamieszkalismy w wielkim Lesie Loren wsrod innych elfow. Tu wlasciwie sie wychowalem i nauczylem wszystkiego co umiem. Elfi mistrzowie trenowali mnie w sztuce tropienia, odszukiwania sciezek i bezszelestnego poruszania sie. Nauczylem sie tez podstawowych technik walki mieczem. Bylo mi tu dobrze.... Czasami Matka opowiadala mi o moim ojcu mysle ze , chciala aby pamiec o nim nie zgasla w moim sercu. Wlasciwie nie znalem innego swiata oprocz Loren, tutaj zylem , tutaj polowalem. Za namowa mamy wstapilem do Lesnych Elfow, tu nadal trenowalem i poznawalem...... Glownie elfki.... Lecz byla cecha ktora odrozniala mnie od innych, braci. Lubilem, hmmmmm az wstd sie przyznac dobze popic. Gdy "bawilismy" sie wszyscy razem , ja ostatni zostawalem przy stole, nikt nie mogl dotrzymac mi kroku..... Kiedy wracalem pijany do domu mama o dziwo nie krzyczala na mnie, tylko patrzyla. To bylo dziwne spojrzenie, tak jakbym kogos jej przypominal..... Byla jeszcze jedna cecha wyrozniajaca mnie wsrod innych elfow, a mianowicie umiejetnosc walki. Szybko przeroslem swoich mistrzow, ale niektorych rzeczy nie da sie nauczyc samemu. Wtedy to postanowilem wybrac sie w poszukiwaniu innego mistrza. Pierwszym miastem ktore napotkalem na swojej drodze bylo Krezhofen, niestety nie znalazlem tu nic intersujacego. Od przypadkowego przechodnia dowiedzialem sie ze, za niewielka oplata moge dotrzec do miasta zwanego Nuln. Zdecydowalem sie wyruszyc w dalsza droge.... Nuln , jakie jest Nuln ? Dla elfa wychowanego w Loren, zgielk tak duzego miasta byl nie do zniesienia. Chodz musze przyznac ze teraz juz sie przyzwyczailem. W tym miescie znalazlem to czego szukalem. Nie , nie byl to nowy mistrz, bylo to ...... morze. Gdy wszedlem na nabrzeze i uslyszalem lopot zagli i krzyk mew wiedzialem ze to jest moj prawdziwy dom! Wpatrzony w morze nie zauwazylem jak szybko mija czas, w pewnej chwili uslyszalem glos : Pojdzesz ze mna elfi odmiencze! Oddaj mi swoj miecz. Jestes aresztowany za wloczegostwo. Gwardzista usmiechnal sie ironicznie. Adrenalina uderzyla mi do glowy. Krzyk mew stawal sie glosniejszy, zapach morza uderzyl mi do glowy. Nie sadze- zanucilem. Szybkim ruchem wyciagnelem miecz . Gwardzista nie spodziewal sie tego po mnie. Zanim zdazyl wyciagnac miecz cielem go przez ramie. Elfia stalowa klinga gladko przeciela kolczuge i ugodzila go. Odskoczyl. Pozalujesz tego odmiencze ! - krzyknal. Zgrzytnela stal. Walczyl dobze , mial lepszy ekwipunek ale byl wolny za wolny.... Zmarkowalem ciecie od lewej i udalem ze sie potkam.Stara sztuczka jak swiat ! Daje slowo widzialem radosc w jego oczach! Zamachnal sie mieczem, na to wlasnie czekalem ! Bez trudu uniknelem ciosu i zrobilem piruet w odwotnym kierunku. Z bliska zobaczylem jego oczy, byly pelne przerazenia, cielem go przez szyje. Krew z jego tchawicy poleciala kilka sazni w gore. Zalala mi twarz. Bez zastanowienia wzielem jego sakiewke i ekwipunek. Cialo wzucilem do morza. W drodze powrotnej do domu myslalem o calym tym zdazeniu. Byl to pierwszy czlowiek ktorego zabilem. Owszem polowało sie w Loren. Ale to bylo co innego. Najgorsze w tym wszystkim bylo to ze nie mialem zadnych wyzutow sumienia. W Loren nikomu nie wspominalem o tym zdazeniu. Zreszta nikt nie zaakceptowal by tego. Dla Lesnych Elfow zabijanie bylo nigodne i zabronione. Gdyby sie o tym dowiedzieli na pewno wyzucili by mnie! Od tego czasu czesto wymykalem sie domu i zwiedzalem ..... Glownie karczmy i oberze. W gildi ogolnie nie akceptowano mojego stylu zycia ale nikt tez nie interweniowal. W Nuln zaczely krazyc o mnie opowiesci. Pojawialem sie wszedzie gdzie odbywaly sie jakies bijatyki i najczesciej konczyly sie one czyjas smiercia. Zaczelem to lubic.... Wzrost adrenaliny i walka.... Szybko przepuscilem wszystkie pieniadze. Paralem sie roznymi zajeciami, pomagalem znajomemu na poczcie, odszukiwalem zaginione przedmioty.... Pewnego dnia na tablicy w Nuln zobaczylem ogloszenie : "Poszukiwany elf za zabicie gwardzisty i wszczynanie burd . Opis : mlody wesoly , tatuaz skorpiona na rece. Poszukiwany zywy lub martwy " Chyba chodzi o mnie pomyslalem..... Od znajomego uslyszalem o drakkarze Ringhorn , jego wlascicielem byl byly pirat. Postanowilem porozmawiac z nim. Wlasnie mial kurs do odleglego miasta zwanego Novigradem, zaplacilem za bilet i wsiadlem na statek. Okazalo sie, ze znal on mojego ojca choc nie za dobze. Na pytanie o piratow skrzywil sie lekko i powiedzial ze z Novigradu od niedawna kursuje statek na Ard Skellige i tam dowiem sie wiecej. Po wyladowaniu w Novi , postanowilem nie osmieszac sie wsrod piratow i zdobyc doswiadczenie przy okazji zwiedzajac troche swiata. Pomagalem przy ochronie karawan kupieckich, lecz nadal wiekszosc zarobionych pieniedzy przepijalem.... Ach te uzywki! Studiowalem nawet krotko na universytecie Oxenfurckim. Tu wlasnie znalazem przyjaciol z podobnymi "zainteresowaniami" . Co noc upijalismy sie do nieprzytomnosci. Ale tym co nas najbardziej laczylo byla wspolna walka. Zaczelismy mordowac.... Z zimna krwia, wszystko co sie ruszalo. Zdarzalo sie ze wybijalismy cale wioski i miasteczka. Anchor, Tardig, Krezhofen - krew plynela w tych miastach rynsztokiem gdy do nich wkraczalismy. Lecz gdzies w sercu caly czas tesknilem za morzem. Gdy stalismy sie bardziej znani zaczeto na nas polowac...... Bylismy scigani przez Straż Krain. Po koleji patrzylem na smierc moich przyjaciol, nasza hanza powoli rozpadala sie, nie mialem z kim walczyc ramie w ramie, nie mialem z kim pic. Postanowilem wrocic do Loren i odwiedzic matke. Po drodze dochodzily mnie niepokojace wiesci o napadzie na Loren. Gdy przybylem na miejsce bylo juz za pozno. Moi nieprzyjaciele w odwecie na mnie porwali moja matke. Zegnany nieprzyjaznymi spojrzeniami Lesnych Elfow wyruszylem na ratunek. Kozystajac ze sztuki tropienia jaka wpajano mi w Loren trafilem na ich trop. Deptalem im po pietach. Jak najszybciej chcialem odnalezc moja matke. I odnalazlem .... ledwo zywa. Lezala na malej polance... Wzielem ja w ramiona. Spojrzalem jej w oczy. Tak bardzo przypominasz mi ojca - powiedziala. Za bardzo- westchnela. Kocham cie. Jej glowa bezwladnie osunela sie na miekka murawe. W moich oczach zaszklily lzy. Nagle poczulem powiew wiatru a w nim zapach.... Zapach morza, a przeciez bylismy w lesie. Przez lzy zobaczylem sylwetke poteznego mezczyzny zblizajacego sie w moim kierunku. Stanal nade mna ale patrzyl na cialo matki. Tak kochanie -powiedzial dziwnym glosem. Przyszedlem po ciebie. Potem spojrzal na mnie. Wiec to jest moj syn? - Spojrzal w prawo jak by rozmawial z kims innym. Wyrosles na wspanialego wojownika - powiedzial do mnie. Patrzylem w oslupieniu na niego. Nie moglem wydusic z siebie zadnego slowa. - Synu, zemscij sie. Nie mozesz im tego darowac. - Nie kochanie, poradzi sobie. Powiedzial. - W moim i swoim imieniu. Zemsta krwawa i okrutna o ktorej jeszcze sto lat beda krazyc opowiesci. Opowiesci, ktorych ludzie beda sie bali sluchac po zapadnieciu zmroku. Zemsta Pirata ze Skellige. - jego postac zaczela sie rozwiewac. Zlosc jaka we mnie wstapila byla nie do opisania. Oprwcow mojej matki dogonilem w Krezhofen. Mieli przewage , ale nie mieli szans! Nakarmilem ich krwia moj miecz. I wlasnie wtedy postanowilem pojsc w slady ojca. Piraci ze Skellige to moja prawdziwa rodzina- pomyslalem. W ten wlasnie sposob trafilem do Ard Skellige. Checem sie do Was przylaczyc. Zyc zyciem pirata i umrzec jako pirat. Badger Cerbindhu - Czarny Kruk - Syn Nilsa - pirat.