Ciemnosc, zamiast koic i przynosic zapomnienie, dreczy cie... Budzi gleboko zagrzebane wspomnienia, sprawia, ze choc nie czujesz wlasnego ciala, przechodzi cie dreszcz... i w miare jak wraca ci pamiec zdarzen, o ktorych zaden smiertelnik nie powinien wiedziec, zaczynasz sie bac. Sparalizowany, nie czujesz nawet gdy twoje bose stopy dotykaja zimnej, marmurowej posadzki... Przed oczyma przesuwaja ci sie obrazy masakry... chmury much zerujace na cialach niesmiertelnych, tych, ktorzy od niepamietnych czasow opiekowali sie ludzkoscia. Widzisz umierajaca anielice o platynowych wlosach... i czarna postac, tak niewytlumaczalnie przytlaczajaca, ktora sklada jej cialo w niszy z symbolem sikorki zrywajacej sie do lotu. Bezwiednie cofasz sie o krok... ... I prawie krzyczysz z przerazenia, gdy twoje nagie cialo dotyka zimnego jak lod i gladkiego jak tafla rteci marmuru. Otwierasz oczy... ... I widzisz tak bolesnie znajomy korytarz z bialego marmuru, wsparty kolumnami. Twoj wzrok wedruje w gore, gdzie wysoko, wysoko pod gotyckim sklepieniem saczy sie blade swiatlo... I nagle twoje serce zamiera. Na marmurowych plytach widzisz rzezbione symbole... Na kazdej z nich! Jak daleko siega twoj wzrok, od posadzki po najwyzsze luki sklepienia, po obu stronach korytarza, widzisz... Groby. Groby niesmiertelnych. Zgroza i rozpacz towarzyszy zrozumieniu ze to jest ich grobowiec... Ze pochowano juz wszystkich. Powietrze w korytarzu jest bardzo chlodne, i bardzo nieruchome. Jednak cos, jakies niesprecyzowane uczucie pewnosci przebija sie przez strach ktory czujesz... Wyczuwasz obecnosc.. przytlaczajaca ciebie, korytarz, nawet to blade swiatlo; zimniejsza niz otaczajace cie powietrze... Z rezygnacja, a jednak modlac sie, zeby to byla tylko twoja wyobraznia, odwracasz sie.... ... I widzisz stojaca za toba czarna, zakapturzona sylwetke. "Niesmiertelni zostali juz zapomnieni... Teraz nadszedl kres smiertelnych dusz." Ten glos moglby rownie dobrze byc otaczajacymi cie scianami, tak bardzo wypelnia wszystkie twoje zmysly. "Przyjdz do mnie... To koniec." Postac powoli unosi glowe... ... Twoim cialem przechodzi gwaltowny wstrzas gdy z cienia wylania sie jej twarz. Lub raczej wirujaca nicosc, ciemnosc w ktorej brak postrzegalnego koloru... Nicosc wiruje, hipnotycznie wciaga cie glebiej... "Nadszedl kres twoich ziemskich wedrowek... Przyjdz do mnie" Nie wiesz, co jest silniejsze... To mesmeryzujace przyciagnie, ktore sprawia, ze czujesz sie jakbys zapadal sie sam w siebie... czy to uczucie absolutnego zwatpienia, jakiego nie czules nigdy w zyciu... zadnym ze swoich zyc... Stawiasz krok... Potem nastepny... Przed soba widzisz tylko... cos, co odczuwasz jako absolutne przeciwienstwo istnienia... Nagle, w martwym powietrzu grobowca, wyczuwasz delikatny niczym dotyk platka sniegu, powiew. Chodz wciaz zblizasz sie do czarnej postaci, swiadomy wlasnej zguby, przechylasz glowe, jakby nasluchujac czegos, czego twoje uszy nie sa w stanie uslyszec... I znowu na skorze czujesz delikatny powiew... i nieslyszalny szept. Z ogromnym wysilkiem zwalniasz swoje kroki, przechylajac glowe w bok, nasluchujac... Czarna postac patrzy sie na ciebie bez wyrazu. Wciaz idac do przodu, nadludzkim wysilkiem odwracasz glowe w druga strone, szukajac, blagajac... I znowu powiew.. I szept cichszy od twoich wlasnych mysli... "Uwierz....." Znajomy glos... Ciemnosc postaci ogarnia cie gdy zatrzymujesz sie tuz przed nia. Z pewnym odretwieniem czujesz, jak powoli... przestajesz byc. jak twoje wspomnienia, uczucia, zalety i wady... rozwiewaja sie niczym dym gaszonego ogniska. I znowu ten znajomy szept. "Uwierz..." I nagle, wbrew czarnej postaci, wbrew wlasnemu zwatpieniu, wbrew calemu swiatu, wiesz.. rozumiesz! Nadzieja silna niczym jasny plomien rozpala ci serce. Podnosi wzrok i przypadkiem.. czy przeznaczeniem, widzisz symbol sikorki, blyszczacy dziwnym szarym swiatlem. Raz jeszcze wspomnienia zielonych oczu i bialych niczym labedzi puch skrzydel przesuwaja ci sie przed oczyma... I nagle pojmujesz! Przypominasz sobie cos, czego nigdy nie wiedziales! Lkajac i smiejac sie zarazem otwierasz szeroko usta i krzyczysz czarnej postaci w twarz, krzyczysz jedno slowo tylko... Imie twojego aniola! I tam ona jest... stoi obok ciebie jakby zawsze tam byla... dumna, silna... Odziana w biala szate i srebrny, piekny kirys, trzymajaca w dloni dluga wlocznie o lsniacym ostrzu... Jedno biale potezne skrzydlo okrywa ci plecy, oddzielajac cie od zimna i strachu tego miejsca... Uwolniony od wzroku czarnej postaci, patrzysz z... wdziecznoscia chyba, zdziwieniem... a nade wszystko ludzka ciekawoscia na nia... Aniol patrzy sie na ciebie... jej doskonale usta rozchylaja sie w szepcie... "Dziekuje." I ta... nieziemska istota usmiecha sie do ciebie, i bezwiednie, usmiechasz sie w odpowiedzi, poddajac sie jej uczuciu milosci do ciebie.... Czujesz, jakby cos przyciagalo cie z powrotem do znajomych ci krain... Usmiechasz sie raz jeszcze. I wiesz, ze jestes bezpieczny, dopoki ona zyje. A ona bedzie czuwac, dopoki choc jedna istota ludzka pamietac bedzie jej imie. Ty.