Stoisz wsrod wysokich drzew, na pokrytym zielonym mchem runie lesnym. Szara mgla spowijajaca ciemne pnie najblizszych swierkow niesie ze soba won kory i bzu... 7 Rozgladasz sie ze zdziwieniem. 4 'Gdzie ja jestem?' - twoj szept unosi sie wsrod pasemek mgly, niknac w szarej scianie. 6 Stawiasz pierwszy niepewny krok, potem drugi, wyciagajac reke w kierunku najblizszego drzewa. Ciemna, chropowata kora pod twoja dlonia sprawia wrazenie dziwnie chlodnej... obcej. Zamykasz oczy, skupiajac sie... i wspomnienia wracaja jak lodowate fale zimowego przyplywu. 10 'Umarl[e/a]m...' - twoj szept niesie ze soba rezygnacje, zalewa cie nieprzeparte uczucie smutku. 'Umarl[e/a]m.' 6 Najdelikatniejsze ugryzienie strachu burzy ci krew. 'Ale gdzie ja...' Daleko, wsrod mgly cos sie poruszylo. Delikatne zlote promienie przebijaja szara sciane, tanczac wsrod czarnych drzew. 9 Tesknota silniejsza od smiertelnego zrozumienia ogarnia cie jak blysk gromu, wypelnia i serce cicha piesnia. Zrywasz sie do biegu, a w uszach szumi ci melodia rownie stara jak pierwsze elfy. 8 Konar, skrecony jak ranny waz, lapie cie za noge. Z cichym okrzykiem padasz, czujac jak rece wiezna ci w wilgotnym mchu. Daleko, wsrod szarej mgly oddala sie zlota poswiata... 8 'Nie...' - twoj jek przeradza sie w okrzyk sprzeciwu. Wyrywasz sie, zataczajac. Biegniesz wsrod drzew. 5 Las gestnieje. Niskie konary smagaja cie po ramionach, ostre igly targaja wlosy, stopy wiaze zapadajacy sie mech. Las z obcego staje sie wrogi... przysiagl[/a]bys, ze stara sie ciebie zatrzymac. 7 Zaciskasz zeby, ignorujac bol rozcietego policzka i biegniesz dalej, uskakujac przed konarami, przemykajac nad zdradliwymi jamami, wpatrzon[y/a] w zlote swiatlo. 7 Wpadasz na polane, przegrodzona powalonym drzewem. Jego konary toczy czarna zgnilizna. Na drugim koncu polany, otoczona zlota poswiata, smukla sylwetka wkracza miedzy drzewa. Tam gdzie stapa, szara mgla rozwiewa sie, niknie. 10 'Pani!' Tesknota w twoim sercu jest wrecz namacalna. Biegniesz, przeskakujac drzewo. 'Lesna Pani!' 5 Sylwetka zatrzymuje sie, i odwraca. Oczy koloru migdalow wpatruja sie w ciebie spod delikatnych brwi i fali jasnych wlosow. Lsni zlote swiatlo. 7 Obdart[y/a], zakrwawion[y/a], padasz na kolana przed Nia. Szczupla, wysoka, nieziemska kobieta jest esencja elfiej swiadomosci - czujesz jej aure wszystkimi swoimi zmyslami, piesn jej istoty wypelnia ci dusze. 8 'Pani... Pani zlotego blasku... Zabierz mnie do Lesnej Krainy! Otworz brame... Nie chce.. Nie moge tu zostac!' lkasz, wpatrzon[y/a] w Jej twarz. 6 Oczy wpatrzone w ciebie sa pelne zrozumienia. Pelne wspolczucia. Smukla dlon dotyka twojego policzka, przesuwa sie wzdluz rozdartej skory delikatniej niz ptasi puch. Czujesz cieplo... Bol znika. 9 'Dlaczego tu jestes?' spiew niczym szelest platkow roz delikatnie rozlega sie wsrod twoich mysli. 'Twoj czas jeszcze nie nadszedl, dziecko... Wracaj. Wracaj, i ciesz sie zyciem.' 8 Pani usmiecha sie do ciebie, a jej dlon dotyka twojego czola. Otacza sie zlote swiatlo, zamglony las powoli rozwiewa sie. Ostatnie co widzisz to Jej twarz, wpatrzona gdzies w czarny mrok. Jej usta, zacisniete w gniewie. 11