Aromatyczny zapach swiezej trawy uderza cie w nozdrza, pobudzajac apetyt. Przeciagasz sie, budzac z drzemki i...twoim oczom ukazuje sie istny koszmar. Drzwi do norki przed toba sa pomalowane jaskrawa, fioletowa farba!!! a co gorsze.... Powoli dociera do ciebie fakt, ze chyba znowu rozstales sie z zyciem... Lecz to nic w porownaniu z tym, co widzisz przed soba! Okienko w drzwiach jest trojkatne!!! Wstrzymujesz ze zgrozy oddech. Nastepnie, jedynie sila woli powstrzymujac sie od komentarza, naciskasz na klamke, i przestepujesz prog. Przed toba, w norce ktora ostatnim razem moglaby od biedy ujsc za siedzibe jakiegos bardzo niefrasobliwego hobbita, teraz... "Babusiu najukochansza" szeptasz, czujac jak uginaja sie pod toba kolana. Cos zimnego lapie cie za gardlo, a serce sciska zelazne imadlo. Czegos tak potwornego nie widziales jeszcze w calym swoim zyciu... Pokoj przed toba to istny horror. Czerwony dywanik, ozdobiony zielonymi lampasami to tylko poczatek. Zolte, ciezkie firany przeslaniaja rozowe okienko. Kominek, wygiety w ksztalcie dojrzalej gruszki dymi wesolo na caly pokoj, a obok niego stoi, caly pelen drwa i wegielkow, zielony, wiklinowy chyba koszyczek zapleciony tak, by przypominal... "Moja Babunie!!" Osuwasz sie po scianie, porazony tym widokiem. Ledwo przytomny, siegasz po ciasteczko lezace na talerzyku aby sie choc odrobine pokrzepic. Zujac je powoli, patrzysz blednie przed siebie, lecz juz po chwili uswiadamiasz sobie, ze cos tu jest nie tak.. ze cos drapie cie w policzek tak, jak zadne ciastko drapac nie powinno... Powoli, powolutku przesuwasz wzrok na trzymany w reku przysmak i... "Aaaarrrrrrrrrrrhhhh!!" krzyczysz przerazony na smierc, odrzucajac w panice ciastko jak najdalej od siebie. Uderza o sciane i rozsypuje sie, gubiac niebieskie welniane fredzelki i czarne, rogowe guziki. Zaczynasz sie niepochamowanie trzasc. Wycofujac sie z mieszkania wzdluz sciany, niechcacy stracasz cos z niskiej polki. Odruchowo, wbrew wlasnej woli spuszczasz wzrok, by zobaczyc czy to nie bylo nic cennego lub kruchego. Na ziemi, u twych stop, lezy portrecik. A na nim, w dlugiej, babcinej sukni, stoi... ... Wyszczerzona w twoja strone szufelka do wegla. "Aaaaarrrrrrrrrhhh!!" wyrywa ci sie z gardla gdy na oslep rzucasz sie przez drzwi na zewnatrz, padajac na zwirek sciezki. Drac sie wnieboglosy, biegniesz przed siebie, byle dalej od tego okropnego miejsca!! Spod twoich stop wypadaja kopniete kamyki gdy bierzesz ostry zakret, zauwazajac ze... ... po lewej stronie, przygnieciony monstrualnych rozmiarow ksiega, lezy znajomy ci starzec!! Obracajac coraz bardziej glowe tak, by wciaz go widziec, biegniesz naprzod, nie mogac sie zatrzymac! "Obudz sie!! Obudz sie!! To jest straszne!!!" Cos, jakby szosty zmysl, kaze ci odwrocic glowe dokladnie w momencie, gdy czolem naprzod wbiegasz w pobielona ladnym lazurem sciane, ustawiona dokladnie w poprzek sciezki. LUPPP!! Siadasz, rozmasowujac czolo z coraz bardziej niewyrazna mina. "Ja tak nie chce...." zalisz sie na okrutny los. Patrzysz z powrotem za siebie, tam gdzie lezy biedny staruszek, i nagle nachodzi cie pewna mysl. "Moze to da sie jeszcze uratowac!!!" Ostroznie podkradasz sie do ksiegi, ktora zapewne wazy wiecej od ciebie, i starajac sie w miare mozliwosci nie zerkac na staruszka, otwierasz ja na pierwszej wolnej stronie zaczynajac mozolnie pisac ogryzkiem olowka ktory znalazles w kieszeni... "Hmmm... Okragle okienka... lagodnie stonowane drzwi" mruczysz do siebie. "Heblowany zydelek.. tak tak.. tu dac kominek, z cegly" gryziesz koniec olowka, szkicujac zawziecie. "Mietkiewiczom przedpokoj, oni maja dzieci..." ocierasz pot z czola, przewracajac kolejna karte w ksiedze. "No tak... tutaj sciezynke na jagody... nie, nie tutaj. Tu buk..." Mija sporo czasu... Naprawde sporo czasu. Czujesz sie tak zmeczony... wlasciwie wyzety z pomyslow jak gabka z wody. Ostatnim centymetrem olowka dotykasz ksiegi, by postawic koncowa kropke gdy nagle przychodzi ci cos na mysl. "A co, jesli o czyms zapomnialem? Jesli komus sie nie spodoba??" Na samym koncu kartki, malutkim drukiem dopisujesz wiec, na wszelki wypadek: "I niech kazdy trafi tam, gdzie mu sie widzi najlepiej." Zadowolony z siebie, chowasz resztke olowka do kieszonki, gdy nagle czujesz, ze cos jakby.. zaczyna cie zasysac!! Cos, jakas niesamowita sila wciaga cie do wnetrza ksiegi!! Ciemnieje ci przed oczyma.