Czerwona mgla zasnuwa ci oczy... Otoczony kokonem niewyraznych ksztaltow, pozbawiony zmyslow, powoli zapadasz sie w jakas niekonczonca sie otchlan ktora sprawia, ze czujesz sie coraz bardziej chory... Zoladek wykreca ci sie na druga strone... Bola cie rece i nogi... Tepy bol rozsadza ci czaszke, dudniac w niej niczym kowalski mlot. I nagle, z tej przerazajacej nicosci dociera do ciebie... "Tozem mu splunal w oko, a jak sie skrzywil, to ja go PIERDUT przez leb!!! Toporek wbil mi sie mu w potylice, i jak mu chruplo, toze mu caly mozg gembom wyrzucilo. Zaczynasz troszeczke dochodzic do siebie. "Ale jeszcze charczal troszeczke, to tak prewencyjnie zem go raz jeszcze PIERDUT przez leb!!! I mnie calego obryzglo, ale przestal charczec.... Tyle ze wtedy inny taki mnie od tylca zaszedl i juz.... hemph. Ale co to byla za bitwa!! Mgla ustepuje ci sprzed oczu... Z pewnym zaskoczeniem orientujesz sie, ze siedzisz za dlugim, debowym stolem, suto zastawionym jadlem przewybornym i gustownymi trunkami. Twoje nozdrza drazni zapach pieczonej dziczyzny i slodkiego miodu pitnego... Mrugasz, na wszelkie wypadek. Po drugiej stronie stolu potezny siwobrody krasnal, obryzajac barania noge, poklepuje jednoczesnie pocieszajaco siedzacego obok niego starca, ktory z wyraznym zalem kreci palcem w swoim kuflu piwa. "No zebym chociaz jeszcze tego jednego trolla zdazyl utluc zanim mi sie dostalo... Tobym mial wtedy rowno tuzin. A tak ni rusz tuzina nie ma... Ni rusz..." Kiwajac ze wspolczuciem glowa, pochylasz sie do przodu, rozgladajac sie w lewo i w prawo i ku swojemu rosnacemu zadowoleniu nabierasz przekonania, ze siedzisz za jednym ze stolow biesiadnych krasnoludzkich Komnat Przodkow!! Nagle jakis rudobrody krasnolud podsuwa ci rog z miodem... Ktos inny wciska ci w dlon udziec jeleni. Na widok chrupiacej skorki zaczynasz sie slinic... "No, opowiadaj, Brachu! Jak cie zwa? Gdziezes bywal! Spragnieni jestesmy wiesci... No, opowiadaj!!! Z kimzes walczyl?!" Docieraja do ciebie okrzyki ziomkow. Odgryzajac potezny kes pieczeni i zapijajac zlocistym miodem, rozsiadasz sie wygodnie... ...i zaczynasz opowiadac o swoich podrozach, bitwach, i wyczynach. Miod i piwo leje sie strumieniami... Przeslone orzeszki ziemne z dalekiej lustrii wzbudzaja wpierw twoje zdziwienie, potem zachwyt... mijaja godziny... "Buuuuuuuuuuurp." Odbija ci sie donosnie. Stol juz od pewnego czasu plywa ci przed oczami, i musisz intensywnie mrugac, zeby skupic wzrok na wedzonym kroliku ktory wydaje sie skakac po debowych deskach. Zajmuje ci to chwile, ale potrzasasz glowa, i wsluchujesz sie ponownie w opowiesc jakiegos brata o trojglowej hydrze. "... i no przeca mowie wam... Tego taltajswa ubic sie nieda!! No nieda sie! Chocby sie brode polknelo, to sie nie da!!!" Wielu braci kiwa ze zrozumieniem glowami, a moze po prostu sobie chrapia. Mrugasz gwaltownie oczami. "Cooooooo?" Grzmisz tubalnie. A przynajmniej tak ci sie wydaje. W rzeczywistosci z glebi twojego gardla wydobywa sie ochryple "Czzzzzzhttoooooooo?" "Jaaaa nie ubije gahhdziny? Ja nie ubijem??!" "Jaaa jom zathluke... jak... jak... jak gahdzine!" Niepewnie podnosisz sie z lawy, opierajac sie na barku jakiegos Brata, ktory spi sobie snem drewnianej klody, z glowa na wlasnym talerzu. Swiat wiruje wokol ciebie... Z oddali slyszysz jak ktos usilnie stara sie ci zasugerowac, zebys sobie znowu usiadl... Ledwo jestes w stanie sie poruszac, ale z iscie krasnoludzkim uporem zataczasz sie w strone olbrzymich kamiennych drzwi wychodzacych z Komnaty Jadalnej. Zamykasz oczy, tylko na chwile... zeby odpoczac... I zasnawszy na nogach, budzisz sie gdy czolem uderzasz w ogromna mosiezna klamke. Gdzies z tylu swiadomosci, cichutki glos rozsadku mowi ci, ze to nie jest chyba dobry pomysl... Ale powtarzajac uparcie "ja jom... utluke... zatluke, powiadam!" choc juz nie za bardzo pamietasz, co miales utluc, pijany jak kapitanska papuga, wytaczasz sie przez prog wiecznego zycia.... W druga strone!!!