Otwierasz oczy. Wokol ciebie rozposciera sie lagodnym stokiem zielona laka ubrana drobnymi cetkami zoltych kwiatuszkow. Nad toba, na lazurowo blekitnym niebie, powoli plyna biale baranki puszystych chmur. Krecac glowa, z zainteresowaniem drapiesz sie po glowie. -"Smierc nie jest wcale taka zla... Nawet mi sie tu podoba."- mruczysz do siebie. "Nareszcie mozna bez przeszkod odpoczac..." I z tymi slowami, kladac sie na miekkiej i pachnacej trawie, wkrotce zapadasz w drzemke.. potem w sen... potem znowu w drzemke... "Mam tego dosc!" Stwierdzasz autorytatywnie jakis czas czas pozniej. "Przejde sie... krotki spacerek dobrze mi zrobi." "Moze kogos spotkam..." Ruszasz przed siebie, pogwizdujac, by dodac sobie otuchy. Wokol ciebie roztacza sie zielona, pagorkowata laka, ktora za kolejnym wzniesieniem przechodzi w we wciac zielona lake, i w nastepna, nastepna... Siadasz zrezygnowany. -"Cos tu jest nie tak." stwierdzasz powatpiewujaco. Jakby w odpowiedzi, donosnie burczy ci w brzuchu. -"Co powiedziales?" tuz za toba rozlega sie niski glos. Zaskoczony, podskakujesz, zrywajac sie na nogi i obracajac. Przed toba stoi bialobrody starzec w dlugiej, szarej szacie. W prawej rece trzyma dlugie, labedzie pioro, a lewa podtrzymuje grubasna ksiege. -"Cos tu jest nie tak, prosze pana."-powtarzasz grzecznie, spogladajac ciekawie na starca. -"Um?! Hem. Hum hem."-Starzec drapie sie po czole koncem piora, i zaglada do ksiegi. "Laka - jest. Niebo - jest. Pagorki - sa. Hum. Hem hum."-Starzec marszczy czolo, i rozglada sie wokol. Korzystajac z okazji, delikatnie przypominasz mu o obowiazkach gospodarza. "Nie sadzi pan, ze najwyzsza pora na podwieczorek?" Starzec patrzy sie na ciebie, mrugajac w wyraznym zaskoczeniem. "Chcesz jesc?! Jestes martwy!" i z tymi slowami oskarzycielsko wskazuje w twoja strone swoim palcem. "Tak prosze pana. Umarlem, i poszedlem do nieba." Tlumaczysz grzecznie staruszkowi, ktory wydaje sie niezbyt gramotny. "A w sprawie podwieczorku?"-wyczekujaco zawieszasz glos. "Podwieczorek. Hum. Tak."-z cichym sapnieciem starzec siada na lace i zaczyna pisac cos w swojej ksiedze. W pewnym momencie odrywa wzrok od papieru i stwierdza "Zaraz bedzie podwieczorek." Po czym zabiera sie dalej do pisania. Siadasz, zadowolony z siebie. Starzec pisze cos w ksiedze. Zaczynasz sie nudzic, i powoli nachodzi cie ochota na fajke dobrego ziela fajkowego. Grzecznie pociagasz starca za rekaw. "Mialbym tez ochote na odrobine ziela fajkowego, i gliniana fajeczke, jesli mozna." Starzec mruga, skupiajac na tobie wzrok, i mamroce "fajka. ziele fajkowe. Hum." Jego pioro skrzypi na papierze ksiegi. Nie chcac ponownie przeszkadzac staruszkowi, ciagniesz go jeszcze raz za rekaw. "Tak sobie myslalem... przydalby sie jakis stoleczek, albo dwa... Do podwieczorku, naturalnie. I stolik. Przed ceglanym kominkiem. I zeby byl dywanik. Z fredzelkami. Koniecznie z fredzelkami." Starzec patrzy sie na ciebie oslupialym wzrokiem. Biorac to za dobra monete, puszczasz w ruch swoja wyobraznie. "Na kominku powinna stac taka rozowa pluszowa swinka... I portrecik babuni. I taki mosiezny przycisk. I koniecznie pogrzebacz do kominka. Taki z szufelka z boku. I zeby koszyczek na drwa mial takie uszy w rozetki..." Starzec otwiera i zamyka usta, ale nie wydobywa sie z nich zaden dzwiek. "No i zaslonki. Z firankami. Takimi w liscie i ciasteczka jagodowe. A zaslonki zielone, ale z zoltymi lampasami. Tylko krotkimi, nie dlugimi. Takie sa niemodne. Jesli dlugie, to musza byc czerwone. Absolutnie czerwone... Ale nie chcialem narzekac. Poza tym wszystko tu w niebie jest wspaniale... no moze jeszcze z wyjatkiem... Z ust starca wydobywa sie zduszony szept. Przerywasz, zeby z grzecznosci go wysluchac. "Um. Ja... Wiec. Chyba musze... popracowac jeszcze troche. Tak, wlasnie. Popracowac. Bedziesz wiec musial... hum.. wrocic na chwile. Tylko na troche, ma sie rozumiec. Az wszystko bedzie gotowe... em. Przepraszam." Starzec dotyka cie palcem w czolo, i nagle znajdujesz sie zupelnie gdzie indziej.... (trans postaci do lokacji startowej)