-"Ugh"-stwierdzasz na wszelki wypadek, przecierajac oczy kulakiem poteznej piesci. Choc nie przypominasz sobie jak moglbys sie tu znalezc, stoisz wsrod skalnego rumowiska. Czerwony piasek zmieszany z brunatnym zwirem chrzesci ci pod stopami gdy przestepujesz z nogi na noge. Skonfudowany, wykrzywiasz twarz w wysilku myslenia... -"Gdzie moja byc?"-pytasz sie ciemnego nieba. Gwizd za toba. Wysuwajac do przodu dolna szczeke i pozwalajac by twoje dlugie kly jasno wyrazaly twoja postawe, obracasz sie. -"Hrrr?"-rzucasz zaczepnie, nie widzac nikogo. Gwizd gdzies na wysokosci twoich kolan. Patrzac w dol, widzisz siedzacego na sporym, plaskim glazie czarnego stworka. Zlosliwie wykrzywiony, lypie na ciebie zoltym okiem, a szare nietoperze skrzydelka powoli wachluja powietrze. -"Hej, kapusciany lbie! No, do ciebie mowie! Chodz no tutaj!- stworzenie skrzeczy, wymachujac w twoja strone pazurzasta dlonia. Wciaz szczerzac kly, nieufnie dajesz krok do przodu, i zdobywajac sie na legendarna jak na ogra grzecznosc, pytasz raz jeszcze: -"Gdzie moja byc, ty durna szczurka?" Stwor wybucha drazniacym cie smiechem, ktorego nie powstydzilaby sie zadna hiena. "Jestes kaput, kapish? Kipnales! Kopnoles w kalendarz! Nogami do przodu... Palec bozy!" Stwor znowu wybucha smiechem. "Jestes moj, barani kaldunie! Moj na wiecznosc!" -"Hrump"-stwierdzasz. Cala ta gadanina zaczyna cie powaznie irytowac. "Ktoredy do doma, ty wredna gadzina?" "Tu jest teraz twoj dom, tepy brutalu! Bedziesz mi sluzyl! Pacholek armii, ktora zdobedzie dla mnie zaswiat!" Stwor wstaje, prostujac swoje guzowate cialo i wskazujac reka na jedna z rozpadlin, z ktorej unosi sie szara mgla. "Patrz tam, pedraku! Tam jest twoj dawny swiat! Wiedz, ze nigdy tam nie juz nie wrocisz!" Stwor wybucha okrutnym smiechem. Chrzakasz, zniecierpliwiony, i poszukiwawczo rozgladasz sie wokol siebie. "Moje! Ach moje! Potega! Magia!" Stwor, obrocony do ciebie tylem, krzyczy coraz glosniej. Usmiechasz sie od ucha do ucha, widzac wprost idealny przedmiot twoich poszukiwan. "Wieczna wladza! Niesmiertelny tron!" Istota obraca sie, celujac zakrzywionym palcem prosto w twoj brzuch. "Na kolana, ropucho! Czcij swego pana!" Z glosnym sapnieciem, trzymanym oburacz glazem trafiasz irytujacego cie demona w glowe. PLASK!!! "Humpf"-chrzakasz z satysfakcja widzac jedna, wystajaca spod glazu noge, ktora drga kurczowo. -"Teraz moja isc jesc, placku. Nastepna raza twoja tak sie nie wydzierac, tylko od razu pokazac jak do doma, to twoja nie dostac po glowa."-zauwazasz, ze zdecydowanie poprawil ci sie humor. "Twoja zatrzymac glaz w prezencie." Mruczac odwieczna marszowa mruczanke ogrow, ruszasz w kierunku rozpadliny, i stajac na jej skraju, zagladasz w dol. Gleboko ponizej klebia sie szare chmury... Zadna normalna istota nie osmielilaby sie tam wejsc z wlasnej woli. "Buuurrrrrrrrrrrooooooorrrwwww!" odzywa sie twoj zoladek. "Jesc!" Zgadzasz sie z nim donosnym glosem, patrzac z rozpacza po pustych urwiskach, lecz nie widzisz tam ani jaszczurki... nawet najmniejszego szczura na zupe. -"Hurmmm."Stwierdzasz niepocieszony i dajesz krok do przodu, walac sie jak kloda w otchlan szarej mgly...